Ostatnie wpisy
+48 605 24 24 20
fantour@fantour.eu
+48 605 24 24 20
Top
FanTOUR / Nasze Podróże  / Malezja  / Langkawi
Langkawi  - Langkawi

Langkawi

Tajlandia, wyspa Koh Lipe – Malezja, wyspa Langkawi

27 stycznia 2018

 

Do Malezyjskiego Langkawi dostajemy się motorową łodzią z Tajskiej wyspy Koh Lipe. Ponieważ zmieniamy kraje, musimy przejść przez procedury graniczne.

Punktualnie o 13.00 rozpoczyna się Check In. Procedura jest dziwna. Najpierw Immigration sprawdza bilety, sprawdza paszporty, zabiera karty wyjazdowe z Tajlandii, stawia pieczątki wyjazdowe i daje naklejki, których nie mamy sobie gdzie przykleić (poszliśmy do okienka w mokrych strojach kąpielowych, po przedpołudniu spędzonym na plaży). Pan sobie nie radzi z sytuacją bo już odkleił papierek pod naklejką, więc dajemy sobie przyczepić naklejki na torebki z dokumentami. 

Następnie w okienku obok pan nam zabiera paszporty, w zamian daje plastikowe, pomarańczowe numerki. Hmmm, nie lubimy tracić paszportów z oczu, jednak dyskusja chyba nie ma sensu, więc dajemy sobie spokój.

Idziemy się przepakować, ubrać i oporządzić. 

Po chwili energiczna pani zaczyna zarządzać na plaży. Po wykrzyczeniu ze 20 razy słowa ‘Langkawi’ pokazuje, w którym miejscu trzeba złożyć bagaże. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 106 of 8 1024x683 - Langkawi

Port Koh Lipe

 

Następnie wyczytuje po kolei numerki (te z pomarańczowych taloników, które dostaliśmy wcześniej) i w takiej kolejności pakujemy się do łódki dopływowej, do której (o dziwo!) my wsiadamy z plastikowego pomostu, bez konieczności brodzenia po pas w wodzie, jak to czynili nasi poranni poprzednicy. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 105 of 8 1024x683 - Langkawi

 

Mała łódka wiezie nas na klimatyzowany prom i tam czekamy na start. Start nam się jednak opóźnia, ponieważ okazuje się, że brakuje rejestracji dwóch paszportów w Immigration. W końcu dwie Niemki orientują się, że to one nie zrealizowały procedury w okienku drugim (ciekawe jak weszły na pokład bez pomarańczowego numerka!). Muszą wrócić i dopełnić formalności, a my czekamy w zimnej jak lodówka kabinie. Ja się przygotowałam: wyciągam polar, skarpety i chustę do przykrycia. Seb postanawia marznąć. 

Na promie śpimy zmożeni wcześniejszymi godzinami na plaży, więc w porcie Langkawi wysiadamy lekko nieprzytomni. 

Wypłacamy 500 Ryngitów na początek. Sebastian ogarnia Internet. Kupujemy karty simPATI operatora Telcomsel za 100 000 Rupii z realnymi 7 giga Internetu – nie dajcie się zwieść reklamowaną liczbą 30 giga, ponieważ trzeba sobie odjąć 10 giga dedykowane na coś, co się nazywa VideoMax, czyli jakieś malezyjskie i koreańskie filmy, których i tak nie będziecie oglądać oraz 13 giga, z których można korzystać tylko w godzinach od północy do 7 rano. My zwykle wtedy śpimy, więc pozostaje do dyspozycji tak naprawdę jedynie 7 GB. 

Bierzemy pierwszą lepszą taksówkę do naszego hotelu. Pan kierowca ładnie włącza taksometr. Jak pamiętam z wizyty w Malezji sprzed 7 lat, nie ma tu raczej problemu z naciągaczami. Taksówkarze kasują zachodnich turystów tyle samo, co mieszkańców.

Plan na Langkawi był taki: przede wszystkim nadrobić zaległości z relacji z podróży i naszą stroną Internetową. Stąd, wytyczne do szukania hotelu były następujące: musi być dobry zasięg lub szybkie Wi Fi; musi być klimatyzacja, żeby Seb nie marudził, że gorąco i nie zasypiał po godzinie (ja mogę siedzieć w bluzie); musi być biurko, bo od pracy na komputerze na łóżku w pozycji zgarbionego żółwia już nas bolą plecy i karki, a przecież aż tak dużo jeszcze nie napisaliśmy; musi być basen, żeby orzeźwić się w chwilach kryzysu nie odchodząc zbyt daleko od komputera; prywatna łazienka oczywiście musi być zawsze. Lokalizacja całości obiektu kompletnie nieistotna, nawet lepiej, gdyby była w środku niczego, żeby nie odrywała nas od pracy.

Booking.com wyszukał hotel Malibest spełniający wszystkie warunki w bardzo rozsądnej cenie. Właściwie to pokój nawet przekraczał nasze oczekiwania: czteroosobowy, z dwoma podwójnymi łóżkami, sofką, dużym biurkiem, satelitarną TV i lodówką, a całość wielkości sporej kawalerki. Bukujemy.

Pan taksówkarz wiezie nas ponad 20km. Im dalej od Kuah, stolicy wyspy, w której znajduje się port, tym coraz większe pustkowie. Po prawej wysokie góry porośnięte dżunglą, po lewej jakieś pojedyncze budynki albo dzikie skaliste plaże. No to, myślę sobie, się urządziliśmy… Będziemy teraz jeść kurz albo płacić jak za zborze w jakieś monopolistycznej hotelowej restauracji! 

Jakież było nasze zdziwienie, jak ostatecznie taksówka zostawia nas w samiusieńkim centrum najpopularniejszego na Langkawi morskiego miasteczka Pantai Cenang. Zatrzęsienie knajp, hoteli, hosteli i biało od turystów. 

Zarezerwowany przez nas pokój okazał się w być częścią największego tu chyba kompleksu hotelowego Malibest, składającego się z kilkupiętrowego hotelowca,

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 1 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 7 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

kilkudziesięciu drewnianych bungalowów położonych metr od szerokiej, piaszczystej plaży

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 20 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

i paru murowanych, jednopiętrowych pawilonów wokoło (my wylosowaliśmy pokój w takim właśnie).

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 108 of 8 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

No to sobie chyba nie popracujemy…

Zrzuciliśmy plecaki i ruszyliśmy w miasto, a tam jak w ulu! Główna ulica zastawiona straganami z owocami,

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 3 of 104 1024x683 - Langkawi

Wieczorny street food

 

Świeżo wykręconymi smoothies

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 5 of 104 1024x701 - Langkawi

Wieczorny street food

 

grillowanym seafoodem i różnorakim mięsem 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 47 of 104 1024x683 - Langkawi

Street food

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 48 of 104 1024x683 - Langkawi

Street food

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 44 of 104 1024x683 - Langkawi

Street food

 

Restauracje po obu stronach głównej ulicy pełne i gwarne, co druga z muzyką na żywo. 

Co kilkadziesiąt metrów bary z kolorowymi drinkami. Czy aby na pewno jesteśmy w Muzułmańskim kraju???

Zagadka rozwiązała się kilka metrów dalej. Naszym oczom ukazał się ogromny sklep Warisan Duty Free ponieważ, jak się okazało, wyspa Langkawi to jedna wielka strefa wolnocłowa. No to jeszcze tego brakowało… 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 37 of 104 1024x683 - Langkawi

Duty Free


Wleźliśmy, a jakże! Bosze jak tam było tanio. Niektóre ceny alkoholi znacznie niższe niż w Polsce. Przykładowo litrowy Absolut to koszt 22 Ryngity za bezsmakowy trunek, 24 Ryngity za smakowy (czyli trochę mniej niż 22-24 PLN za LITR!). Najdroższe jak zwykle piwo: 2,4 Ryngity za puszkę 0,33l, ale to i tak prawie za darmo jak na Malezję. Zwykle butelka 0,6 kosztuje 12 – 15 Ryngitów (12 – 15 PLN).

W sklepie obowiązują miesięczne limity, ile jakiego alkoholu można kupić na jeden paszport, jednak są to limity raczej nieosiągalne do realizacji na potrzeby konsumpcji własnej.

Jest też warunek, że trzeba zostać na Langkawi minium 24h, żeby zakupiony w tym sklepie alkohol wywieść z wyspy bez płacenia cła. Przy każdej transakcji należy okazać paszport, każdy zakup jest skrzętnie rejestrowany w systemie.

Takie strefy wolnocłowe są zabiegiem Malezyjskiego rządu, by ściągnąć do kraju zachodnich turystów. Akcyza na alkohol w Malezji jest jedną z najwyższych na świecie, a wiadomo – turysta na wakacjach pić musi. Na Langkawi ewidentnie zadziałało. Turystów jest kilkukrotnie więcej niż mieszkańców.

Na ulicach same rarytasy. Pochłaniamy (dosłownie!) frykasy z co drugiego z nich. Malezja słynie z wyśmienitej kuchni, a już uliczne jedzenie to mistrzostwo świata. Moje grand prix zdobyło zdecydowanie satay z grillowanych kalmarów (5 Ryngitów za spory patyk do tego warzywa i pyszny, ostry sos sambal serwowany w woreczku). Pozostanie w moim codziennym menu już do końca pobytu na wyspie.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 46 of 104 1024x683 - Langkawi

Street food

Właściwie już najedzeni siadamy w chińskiej knajpce. Chcemy się trochę pogapić na ulicę i przewalające się po niej tłumy. Przy okazji oczywiście wciągamy małe co nie co. Tu już tak tanio nie jest. Piwo już też w standardowej malezyjskiej cenie. Akcyza restauratorów taka sama jak w innych częściach kraju.

Trafiamy po drodze na czynną ciągle pralnie. Pomimo tego, że godziny otwarcia zapisane na drzwiach to 11-19 panie ciągle uwijają się mróweczki, lawirując między stertami otaczających je ciuchów. Mówią, że jeszcze długo będą pracować, bo mają za dużo zleceń i robią nadgodziny. Kolejne potwierdzenie, że wyspa jest pełna turystów, a sezon w pełni. Lokalni mieszkańcy piorą sobie sami. Szybko dorzucamy im nasze. Przemiła pani pyta jeszcze, czy brudy są suche i może już ważyć, czy mokre i ma poczekać, aż wyschną, bo wtedy będą lżejsze. 

Już grubo po północy wracamy do hotelu i padamy spać. Zakupione bezcłowe piwko, przeznaczone do wypicia w naszym ogródku pod gwiazdami, nie znajduje zastosowania. Ale przecież mamy lodówkę!

 

Malezja, Langkawi

28 stycznia 2018

 

Wstaję późno, Seb jeszcze później. Łóżka w Malibest są duże i bardzo wygodne. Spało nam się cudownie. 

Obsługa w Malibest też gwiazdkowa. Przemiłe panie dostarczają wodę, kawę, herbatę czy papier toaletowy na każde zawołanie, wystarczy wystawić głowę za drzwi –  zawsze się ktoś kręci po terenie i jest chętny do pomocy. Zapominam, że nie jesteśmy już w Tajlandii i dziękując za każdym razem kłaniam się po tajsku. 

Najpierw idziemy sprawdzić basen. Nie jest to jakiś kolos, ale nie jest to też wanna. Można spokojnie popływać.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 6 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

Mało w nim też osób, więc jest całkiem przyjemnie.  A tuż za płotem…

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 23 of 104 1024x683 - Langkawi

Langkawi Pantai Cenang

 

…turkusowe, czyste i cieplutkie Andamańskie morze i przepiękna bielutka plaża.

Idziemy na spacer do końca plaży. Otaczają ją, co prawda, betonowe, niezbyt piękne resorty, jednak między piaskiem a nimi jest położona wąska promenada dla pieszych, wiec o anektowaniu plaży przez hotelowce nie ma tu mowy. Na całej długości jest ogólnie dostępna. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 15 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Jest szeroka i długa, więc ludzi też wydaje się być jak na lekarstwo. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 8 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Za to pojawiły się sporty wodne: skutery, banany, kajaki, lot ze spadochronem za motorówką (tylko 250 MYR – taniej niż w Sopocie ? )

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 22 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 28 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 18 of 104 1024x683 - Langkawi

Pantai Cenang

 

Siadamy na bardzo drogie piwo w knajpie na plaży. Obiecujemy sobie, że to już ostatnie takie drogie.

 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 30 of 104 1024x693 - Langkawi

 

Wracamy popracować do Melibest. Pokój prawie idealnie nadaje się do pracy. Prawie, ponieważ imprezowa atmosfera na basenie, morze i ci wszyscy zrelaksowani turyści trochę wybijają z rytmu.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 42 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

Jak już nam się wszystko mieni przed oczami wychodzimy poszukać nowego zakwaterowania, gdzieś bardziej w głębi wyspy, gdzie będzie ciszej i mniej ludzi dookoła. Po tym, jak w końcu trochę przysiedliśmy do naszej strony, widzimy jak wolno to idzie i jaki ogrom pracy ciągle przed nami. Musimy zacząć więcej pracować, mniej bumelować. W końcu nie podróżujemy tylko dla przyjemności. Dzisiejszy, niewielki (ale zawsze!) postęp trochę nas zmobilizował.

Z ciekawości sprawdzamy na booking.com dostępność Melibest – nie ma już dostępnych pokoi. My zarezerwowaliśmy tu tylko dwie noce, ale moglibyśmy właściwie jeszcze zostać. Pytamy panią w recepcji, która odpowiada, że owszem, jest jeszcze jeden dostępny pokój na najwyższym piętrze z widokiem na morze, tylko za cenę pięciokrotnie wyższą niż obecnie płacimy. Musieliśmy po prostu trafić na jakiś ostatni, niesprzedany pokój i dlatego puścili go tak tanio.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 31 of 104 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

Idziemy w przeciwną stronę niż centrum, a tam całe zagłębie przytulnych, malutkich hostelików i homestay, może zaledwie 500 metrów od naszego hotelu. 

Podoba nam się Kampung Guest House. Ma dorm, pokoje ze wspólną lub prywatną łazienką, z ciepłą lub zimną wodą, z wiatrakiem lub z klimatyzacją. Ma WI FI śmigające z prędkością światła, fajny zaciszny dziedziniec ze stoliczkami. Cena też super 80 Ryngitów za ten najdroższy wariant (własna łazienka, ciepła woda, klimatyzacja). Jest cisza, spokój, nadaje się do pracy. Ale chcemy jeszcze, dla czystego sumienia, sprawdzić parę innych opcji w okolicy. Mówimy Pani, że wrócimy, bo bardzo się nam tu podoba i raczej zostaniemy na kilka dni, tylko musimy odebrać pranie z pralni (co jest w sumie też prawdą).

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 111 of 8 1024x768 - Langkawi

Oglądamy jeszcze kilka miejsc. Niestety nic już nie spełnia oczekiwań. Strasznie w ogóle kręcą w tych hostelach. Pokój dostępny na booking.com ma cenę niższą niż nam podają, gdy wchodzimy bezpośrednio z ulicy. Tłumaczymy im, że skoro przychodzimy z ulicy to powinniśmy zapłacić przynajmniej 12% mniej, a nie jeszcze więcej, bo hotel i tak wyjdzie na to samo oszczędzając na bookingowej prowizji. Podkreślamy, że już późno jest, więc prawdopodobieństwo złapania gościa jest marne – nie chcą spuścić ceny. Mówimy, że przecież w tym momencie możemy na bookingu wynająć ten pokój taniej, bo jest ciągle dostępny, więc będą stratni o bookingowy haracz. Nie dociera. Prosimy, żeby pokazali pokój. Pokazują norę w niczym nie przypominającą pokoju ze zdjęć. Wyjaśniamy, że nie zgadza się opis i zdjęcia, prośmy żeby pokazali dokładnie ten z bookingu. Twierdzą, że nie ma takiego. Niepojęte! Wygląda to jakby robili wszystko, żeby nam nie wynająć pokoju.

Zastanawiamy się czy nie przeprowadzić procesu edukacyjnego: zarezerwujemy pokój na bookingu, jeżeli dostaniemy norę niezgodną z opisem, zszargamy im opinię, napiszemy reklamacje do bookingu z żądaniem odszkodowania (już to ćwiczyliśmy z sukcesem w Mediolanie – booking zwrócł nam kasę), hotel utraci swoje bookingowe przywileje, a my i tak pójdziemy spać do Kampung Guest House. Jednak machamy ręką. Szkoda nam energii. Wystarczy, że na nas nie zarobią. 

Najdziwniejsze jest jednak to, że w Azji nie jest to przypadek odosobniony. Zdarzyło się to nam już kilka razy zarówno tu, w Malezji, jaki i w Indonezji i Tajlandii. Dlatego ostatnio prawie cały czas rezerwujemy noclegi przez portale booking.com albo agoda.com. Po pierwsze na booking.com mamy zniżki z tytułu bycia klubowiczem Genius, po drugie wykorzystujemy linki polecające i odbieramy kolejne zwroty. Jeżeli jeszcze odpowiednio zrecenzuje się hotel zarezerwowany przez booking.com, załączy zdjęcia i merytoryczne informacje, można otrzymać kolejne pieniądze. Na agoda.com zbieramy punkty, które możemy spieniężyć i wykorzystać przy kolejnych rezerwacjach. W ostateczności często te neutralne z punktu widzenia hoteli 12% zniżki (nawet jeżeli byśmy ją dostali) się nam nie opłaca.

Dzięki przebieżce po okolicznych hotelach wpadamy na klimatyczną knajpkę z sziszami, stolikami na piasku, całą w świecach i fajną muzą. Zostajemy na piwo. Coś słabe to nasze postanowienie skończenia z piciem drogiego piwa w knajpach ? 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 36 of 104 1024x683 - Langkawi

Knajpka na plaży

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 35 of 104 1024x683 - Langkawi

Knajpka na plaży

 

Było tak miło, że się zasiedzieliśmy i spóźniam się dziś na moje ulubione grillowane kalmary. Gdy dotarliśmy do stoiska, pan miał już pusto na tacach. Został dla mnie dla mnie dosłownie ostatni patyk z wołowiną. Dobre i to.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 38 of 104 1024x683 - Langkawi

O tej godzinie wybór niewielki 🙁

 

Z rozpaczy idziemy kilka stoisk obok na… hamburgery za 4,5 Ryngita normalny i 5,5 podwójny. Niestety, co było oczywiście do przewidzenia, załączony kotlet smakuje jak  z jakiejś lokalnej ‘Biedronki’ zmielony lepiej-nie-wiedzieć-z-czego. Warzywa, sos, a nawet (o dziwo!) bułka w miarę OK. Jednak drugi raz nie kupię. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 40 of 104 1024x683 - Langkawi

Hamburgerownia

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 41 of 104 1024x683 - Langkawi

Już się robią…

 

Wracamy do Kampung Homestay niestety recepcja już zamknięta na cztery spusty o tej porze. Cóż zaryzykujemy wiarę, że miła pani trzyma dla nas jednak ten pokój. 

Po drodze, na głównej ulicy jest pełno butików, sklepików z pamiątkami i wszystkim, co jest potrzebne turyście. Bardzo fajne rzeczy są w tutejszych butikach. Oryginalne i dobrej jakości. Niestety, co za tym idzie, tanie nie są jak na azjatyckie standardy. Pomimo, że już północ, wszystko otwarte. Na dodatek trafiamy na piekarnie z prawdziwego zdarzenia. Sprzedają nawet najprawdziwsze bagietki! Po kilku miesiącach podróżowania po Azji takie rzeczy są na wagę złota!

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 33 of 104 1024x683 - Langkawi

Pantai Cenang

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 34 of 104 1024x678 - Langkawi

Pantai Cenang

 

My idziemy spać. Langkawi ciągle żyje. 

 

Malezja, Langkawi

29 stycznia 2018

 

Rano Seb idzie do Kampung Homestay, sprawdzić, czy pokój na nas ciągle czeka. Czeka. Uff. 

W drodze powrotnej miał nam kupić jakieś śniadanie, jednak o 9 rano Langkawi śpi. Wszystko pozamykane na cztery spusty. Nawet piekarnia z prawdziwymi bagietkami! Lekcja: w Langkawi pieczywo kupuje się wieczorem. Na szczęście otwarte jest stoisko z owocami. Wypijamy więc tylko świeżo-zmiksowane owocowe, przegryzamy rambutanami i dopychamy się jakimiś paskudnymi ciastkami z ‘7 Eleven’. 

O 12.00 żegnamy Melibest, zdajemy klucze i idziemy piechotką do naszego nowego lokum.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 110 of 8 1024x683 - Langkawi

Malibest Resort

 

Kampung Homestay okazuje się być bardzo popularny. Prawie wszystkie pokoje mają zajęte i to nie tylko przez ludzi wyglądających na backpackersów. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to my zaniżamy średnią wieku ? Chyba mieliśmy szczęście, że znalazł się pokój i to na tyle dni.

Po przeciwnej stronie dziedzińca jest dormitorium okupowane przez Rosjan. Chyba jest tam 6 łóżek i wynajmują wszystkie 6. Dziwne jest to, że siedzą cały dzień na ganku i grają w gry. Serio po to się przyjeżdża na Langkawi???

My bardzo niechętnie (jakie piękne słońce, a do morza jakieś 500 metrów) siadamy na naszym ganku, rozkładamy sprzęt i zabieramy się do roboty. Dziś postanowienie, że wychodzimy dopiero na jedzenie i to dopiero jak będziemy prawie umierać z głodu, najlepiej dopiero po zmroku, na kolację. 

Udaje się wytrwać w postanowieniu. Morza na oczy nie widzieliśmy. Za to wybranych kolejnych kilkadziesiąt zdjęć i napisana spora ilość tekstu. Takiego dziennego postępu jeszcze nie było. Brawo my!

Na kolację wychodzimy późno, jednak odpowiednio wcześnie, żeby zdążyć na moje ulubione satay z kalmarów. Dziś kupujemy dodatkowo cały wór grillowanych różności: krewetki, baraninę, wołowinę przyrządzoną na dwa sposoby, kurczaka i coś jakby wołowe flaki nazwane tu roboczo ‘żołądkami’ (najmniej smaczne, aczkolwiek smaczne). Pani wsypuje nam jeszcze do naszego woreczka warzywa i pyszny ostry sos. Mistrzostwo świata ten satay! Spróbowaliśmy wszystkiego oprócz ryb, jakoś nie mieliśmy ochoty. Najtańszy patyk (owe żołądki) kosztuje 1,5 Ryngita, najdroższe są moje kalmary: 5 Ryngitów. Wołowina, baranina, krewetki po 3 Ryngity. Za naszą całą dzisiejszą ucztę tu zapłaciliśmy 34,5 Ryngita na dwie osoby.

Ja się najadam. Seb dokupuje sobie jeszcze grillowaną kukurydzę za 3 Ryngity i owoce (2 Ryngity za kubek pokrojonych i przygotowanych do jedzenia wedle wyboru: arbuzy, ananasy, mango, papaja, jabłka, smocze owoce, winogrona, starfruit). Dziś knajpy sobie darujemy. Tam dania zaczynają się od 12 Rygitow i wcale nie są smaczniejsze niż nasza uliczna uczta.

Zastanawiam się jeszcze, czy nie dać kolejnej szansy świeżemu kokosowi (5-11 Ryngitów w zależności od wielkości), jednak decyduję się na Bintanga. Już chyba ze cztery razy dawałam szansę temu wychwalanemu pod niebiosa za swoje (rzekomo cudowne) właściwości napojowi, jednak po prostu nie smakuje. Dla mnie to trochę jak popłuczyny po myciu garów (przepraszam, jeżeli ktoś lubi). 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 4 of 104 1024x731 - Langkawi

Kokosy

 

Idziemy po prezenty. Jutro wysyłamy paczkę do Polski z niepotrzebnymi nam rzeczami. Plecaki nam się już rwą – takie są wypchane. Seby komin właściwie już jest w strzępach i w ogóle nie spełnia swojej roli. Mały plecak obecnie sklejony taśmą izolacyjną. I tak się nie obejdzie bez wymiany na nowy podczas tej podróży. Mi poszewki na tajskie leżanki zajmują całą dolna komorę. Poza tym kajamy się w pierś: wzięliśmy zdecydowanie za dużo rzeczy. Skoro już i tak będziemy musieli zapłacić za nasz brak umiaru, dołożymy parę drobiazgów dla rodziny, która nas tak dzielnie wspiera z drugiej półkuli. 

Robimy zakupy częściowo w Duty Free, częściowo w lokalnych butikach i wracamy do pokoju. 

Z okazji tego, że tak ładnie ostatnio pracowaliśmy postanawiamy zrobić sobie jutro ‘Dzień Turysty’ i wybrać się na rekonesans wyspy. Być na najpopularniejszej w Malezji wyspie i jej chociaż trochę nie zwiedzić byłoby karygodne. 

Z zahaczonej po drodze Agencji Turystycznej pobieramy ulotki oraz darmową mapę wyspy z zaznaczonymi atrakcjami. 

Resztę wieczoru czytamy, co wokół jest ciekawego. Główne atrakcje to plaże i rafy, czyli snorkling, nurkowanie, pikniki na rajskich, w większości bezludnych, wysepkach archipelagu. Langkawi to największa wyspa całego zbioru o tej samej nazwie, liczącego w sumie ponad 100. My czujemy lekki przesyt podziwianiem podwodnego świata (nie wierzę, że to napisałam…). Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że przez ostatnie tygodnie skacząc z wyspy na wyspę, raf, morza i piasku mieliśmy pod dostatkiem. Dlatego decydujemy się na Machinchang Cambrian Geoforest Park, w którym znajduje się najbardziej stroma kolejka linowa na świecie. Kolejka dowozi chętnych na drugą co do wysokości górę na Langkawi oferującą spacer po rozwieszonym między jej szczytami moście widokowym. Na zdjęciach wygląda pięknie. 

Ogarniamy dojazdy, pakujemy paczkę do Polski, a następnie szukamy biletów na przelot na kolejną słynną malezyjską wyspę, Penang, oraz dalej do Medan w Indonezji. 

Dopadło nas hinduskie święto, a nawet dwa. Pierwsze, stałe, obchodzone co roku 31 stycznia, to Me-dam-me-phi inaczej Assam, czyli Święto Przodków. Oddaje się tego dnia cześć zmarłym i wspomina ich wkład w życie społeczności. W tym roku zbiegło się również z ruchomym świętem urodzin Guru Ravida, które przypadają w dzień poprzedzający pełnię księżyca hinduskiego miesiąca Magh. Ravida urodził się w najniższej kaście tzw. nietykalnych i jako jeden z pierwszych (XIV wiek) walczył o równe prawa dla wszystkich hindusów. Został uznany za guru, natomiast jego nauki stanowią podstawę religii Ravidassia. Obydwa święta są dla Hindusów dniem wolnym od pracy, więc podróżują na potęgę powodując, że ceny biletów wylatują w kosmos. No to wylot 31 odpada. 

16 lutego przypada Chiński Nowy Rok, którego świętowanie rozpoczyna się już tydzień wcześniej i na potęgę zaczynają podróżować Chińczycy, ponieważ dla nich to okazja do spotkań z daleko mieszkającą rodziną, którą wypada odwiedzić. 

Musimy się koniecznie wpasować z biletami między te daty, w przeciwnym razie utkniemy gdzieś na dobre, albo wydamy fortunę. 

Trochę się natrudziliśmy, na szczęście się udało. W piątek lecimy na kolejną malezyjską wyspę Penang, następnie w niedziele na indonezyjską Sumatrę do Medanu

 

Malezja, Langkawi, Machinchang Geoforest Park

30 stycznia 2018

 

Wstajemy wcześnie rano. Najpierw obowiązki: trzeba wysłać paczkę do Polski, dopiero potem przyjemności, wyprawa do parku narodowego Machinchang Geoforest Park. Poczta jest czynna od 8.30, więc wyruszamy skoro świt. Chcemy mieć jak najwięcej czasu w parku. Zamawiamy Graba (połowa ceny tego, co proponowała pani z recepcji za taksówkę) i zawozimy naszą paczkę do MiniPostu. Musimy przebrnąć przez mozolne wypełnianie kwitów i odstać swoje kilka razy w kolejce (z każdym kwitem osobno). Ostatecznie za 7-kilogramową przesyłkę lotniczą musimy zapłacić ponad 300 Ryngitów! Mogliśmy wybrać tańszą drogę lądowo-morską, ale trwałoby to jakieś 16 tygodni. Droga lotnicza potrwa do 14 dni roboczych. Głównym czynnikiem decyzyjnym, wskazującym na wybór poczty lotniczej, nie był jednak czas, a większe ryzyko zagubienia przesyłki. Pomyślałam sobie, że jak coś będzie płynąć, jechać, płynąć, jechać i będzie milion razy przepakowane, to ma 73% więcej szans zaginąć (obliczone metodą ekspercką). Jednak w liniach lotniczych mają większą dyscyplinę. Nauczka dla wszystkich wyjeżdżających w długą podróż: NIE MA SENSU BRAĆ CIUCHÓW WIĘCEJ NIŻ JAKBY SIĘ JECHAŁO NA 5 DNI! Nie ważne czy to pół roku, tydzień czy dwa. Wszystko tu można za 2-3 PLN oddać do pralni, następnego dnia odebrać świeżutkie i uprasowane, albo dokupić na miejscu. 

Następnie, ponownie Grabem jedziemy w kierunku Kolejki Linowej (Langkawi Cable Car), by wjechać na górę Machinchang

Tak naprawdę nie jest to tylko stacja kolejki, a cały kompleks atrakcji zwany orientalną wioską. Są japońskie mostki, oczka wodne, kolonialne domki mieszczące sklepiki z pamiątkami, restauracje, wystawy, muzeum, planetarium, kino 6D, park rozrywki, spektakle zabierające widzów na wirtualną podróż w czasie.

Są różne rodzaje biletów: od upoważniających do wejścia na jedną atrakcje po tak zwane bilety Combo w różnych kombinacjach. My kupujemy Combo dla Obcokrajowców (oczywiście jest segregacja cenowa). Za 75 Ryngitów / osoba. Mamy w cenie przejazd kolejką linową, Muzeum Sztuki 3D, Planetarium, Kino 6D i Park Dinozaurów, który akurat był niedostępny ze względu na awarię. Ceny biletu jednak z tego powodu nie obniżyli. Nieładnie, nieładnie. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 112 of 8 671x1024 - Langkawi

Cennik Langkawi Cable Car

 

Bilet na spacer podniebnym mostem Sky Bridge, zawieszonym między dwoma szczytami Machinchang, trzeba wykupić osobno. Opcje są dwie: tak zwany Natural Walk, czyli po prostu na piechotę po schodach przez las. Kosztuje to dodatkowe 5 Ryngitów. Druga opcja to zjazd naziemnym wagonikiem zwanym Sky Slide. Rzeczywiście sunie on po pochyłym szczycie do mostu, który jest może 30 metrów niżej. Ile ta przyjemność kosztuje nie sprawdzałam, jednak odradzam: kolejka do windy była kilometrowa. 

Jeżeli ktoś zapomni o konieczności dokupienia biletu na most na dole (w sumie na logikę jak się kupuje bilet na wszystko to na wszystko, a nie na wszystko bez mostu!), ma okazje kupić go jeszcze przed samym wejściem na most na szczycie. Są tam kasy przeznaczone zapewne przede wszystkim dla tych ambitnych, którzy na górę postanowili wejść piechotą. Czytałam na jakimś blogu, że szlak wyliczony jest na 3-5 godzin, ze wspinaczką po linach włącznie. My postanowiliśmy jednak wjechać ?

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 56 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 51 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Górka Machinchang ma kilka szczytów o wysokości od 680m do 850 metrów nad poziomem morza. Specjalnie wysoka więc nie jest, jednak widoki z niej nieziemskie, zupełnie niewspółmierne do wysokości. Należy pamiętać, że wjeżdża się tam z poziomu lekko ponad zero metrów nad poziomem morza. Nasze tatrzańskie dwutysięczniki zaczynają się z górskich wyżyn. Więc chociaż 800 metrów na papierze nie robi wrażenia, to w rzeczywistości jednak robi.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 55 of 104 1024x668 - Langkawi

Cable Car

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 73 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Najpierw trzeba przeżyć wjazd. Jest to najbardziej stroma kolejka linowa na świecie, więc ja i mój lęk wysokości zafundowaliśmy sobie lekką traumę.

Malzezja Langkawi FanTOUR 65 of 104 1024x683 - Langkawi

Cable Car

 

Jechaliśmy już takimi wcześniej w Singapurze i w japońskim Kobe (tam nawet ze szklaną podłogą!), ale tu nóżki trzęsły mi się najbardziej. Strome, wręcz pionowe skały i przełęcze wokoło wzbudzają respekt. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 52 of 104 1024x683 - Langkawi

Cable Car

 

Po drodze mijamy Wodospad Siedmiu Studni (Seven Well Waterfall). Wodospad ma 91 metrów wysokości i na swojej drodze uformował siedem naturalnych stawów, nadających się do pływania. Jeżeli ktoś wchodzi na Machinchang piechotą to orzeźwiająca kąpiel w jego wodach ponoć bardzo wskazana.  

Pierwszy przystanek to punkt widokowy. Jeżeli chce się tam wysiąść na zdjęcie to jest to jedyna możliwość. W drodze powrotnej wysiąść chciała jadąca z nami japońska parka, jednak Pani z obsługi ich nie wypuściła. 

My wysiadamy w drodze na górę. Robimy zdjęcia i ponownie wsiadamy do wagonika. Nie ma tu zbyt wiele więcej do roboty, oprócz podziwiania widoków.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 58 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Drugi etap jazdy kolejką już bardziej w poziomie niż w pionie, między dwoma szczytami. Jedziemy na ten najwyższy szczyt Machinchang. Na nim znajduje się kolejna platforma widokowa, ale nie tak od razu. Najpierw trzeba pokonać schody. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 62 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Widoki wynagradzają wszystko. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 53 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Z platform rozciągają się najlepsze widoki na sam most, który zawieszony jest między nieco niższymi szczytami. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 69 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 72 of 104 1024x683 - Langkawi

 

 

 

Most rozpięty jest na szerokości 100 metrów i jest najdłuższym na świecie podwieszanym, zakręconym mostem jednopylonowym. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 75 of 104 1024x685 - Langkawi

 

Archipelag Langkawi jest naprawdę piękny. Nic dziwnego, że nazywany jest Klejnotem Regionu Kedah (Jewel of Kedah Area). 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 57 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Szkoda, że z tych pozostałych 100 wysp jesteśmy w stanie dojrzeć tak niewiele. Pogoda jest piękna, widoczność niestety trochę słaba. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 67 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Sama wyspa Langkawi z wysokości też robi wrażenie. To 500 kilometrów kwadratowych krajobrazu, który najbardziej lubię: skały porośnięte gęstą zielenią, niebieskie morze, turkusowe atole i bielutki piaseczek. Sprytnie zbudowali punkty widokowe tak, że prawie nie widać sztucznej zabudowy. Sama natura.

Schodzimy z platformy i kontynuujemy wędrówkę w dół przez las tak zwanym szlakiem Natural Walk. Droga składa się z bardzo wysokich, wąskich, krętych, niewygodnych, betonowych stopni z niewieloma poręczami.

Przyjemność prawdę mówiąc średnia. Ruch na schodach dwustronny, czasem ciężko było się wyminąć i trzeba było czekać lub, co preferują szczególnie Chińczycy, pchać się spychając innych niebezpiecznie na krawędzie. Same schody czasami też wyczerpujące – szczególnie jak stopnie miały po pół metra wysokości i koczowali na nich odpoczywający ludzie albo, co gorsza, całe rodziny z małymi dziećmi. W końcu jednak, pokonawszy ostatni odcinek, dla odmiany w górę. Docieramy do przedostatniej platformy widokowej

prowadzącej już bezpośrednio na Podniebny Most.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 71 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Widoki w koło na dżungle, morze, skały i góry boskie.  Nic dziwnego, że w 2007 UNESCO oficjalnie wpisało Machinchang Geoforest Park na swoją listę. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 74 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Ja niestety doszłam jedynie do jednej trzeciej mostu – lekko się bujał i bałam się, że moje miękkie nóżki odmówią posłuszeństwa, a Seb będzie mnie musiał ciągnąć z powrotem za włosy. Dodatkowo na tabliczce przed wejściem napisane było, że na moście jednocześnie może przebywać maksymalnie 200 osób. Nikt tego nie kontrolował, a na moje spanikowane oko spacerowiczów było znacznie więcej. Widoki z platformy w zupełności mi wystarczyły  :-).

Seb mostem doszedł do ostatniej platformy widokowej na kolejnym szczycie Machinchang 

I zrobił piękne zdjęcia.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 64 of 104 1024x683 - Langkawi

 

Zjazd wagonikiem w dół był niesamowity. Bardziej byłam zachwycona, niż przerażona. Panowała taka cisza, jakbyśmy szybowali. Prędkości nie czuło się w ogóle, jednak można ją było ocenić po wagonikach jadących w górę. Wydawało się, że jadą pięć razy szybciej od nas, co przecież było niemożliwe, ponieważ poruszaliśmy się na jednej i tej samej pętli. 

Jako kolejną atrakcje wybraliśmy Muzeum Sztuki 3D. To był dzisiejszy gwóźdź programu! Najpierw trzeba zdać buciki, żeby nie niszczyć malowideł wylewających się ze ścian na podłogę. Buciki pani w szatni chowa do dużej plastikowej torby, wręczając nam, jak to w szatni, numerek. Żałowaliśmy, że nie zostawiliśmy tam też plecaka i torby na aparat, które tylko przeszkadzały w robieniu zdjęć. Najlepiej mieć tam zupełnie wolne ręce. My musieliśmy zostawiać graty gdzieś na środku, na podłodze i tylko walały się ludziom pod nogami. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 77 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Pierwsza sala jest salą edukacyjna. Są tam z grubsza wyjaśnione efekty perspektywy, manipulowania tłem, cieniami, odległością od obiektu, wielkością przedmiotów itp. na płaskiej powierzchni, w celu oszukania oka i uzyskania efektu trójwymiaru.

W kolejnych salach emocje są dawkowane. Najpierw trochę byle jaki świat wodny. Tu największą frajdę miały dzieci, bo były kolorowe rybki, muszelki i inne morskie stwory. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 78 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 79 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Na pierwszy rzut oka malowidła wydawały się być dość kiczowate. Trzeba było spojrzeć nie przez obiektyw aparatu. Dopiero wtedy zaczynają wyłazić ze ścian.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 81 of 104 1024x677 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Wszystko jest namalowane na zupełnie płaskich powierzchniach: ścianach i podłodze. Ważne, żeby robiąc zdjęcia, stanąć w odpowiednim miejscu. Są one nawet specjalnie oznaczone ikoną aparatu. Zdjęcia z telefonu komórkowego wychodzą bardzo dobrze. Zdjęcia naszym szerokokątnym obiektywem już się nie sprawdzały. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 84 of 104 1024x680 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Najśmieszniejsi byli ludzie, którzy pstrykali sobie zdjęcia skąd popadnie. W efekcie nie osiągnie się zamierzonego efektu. Ot, zdjęcie pod kolorową ścianą. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 83 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Malzezja Langkawi 22 of 4 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Kolejnym zaobserwowanym błędem było stawanie nie tam gdzie trzeba na przykład na bocznej (w zamyśle pionowej) ściance schodów, czy centralnie na przepaści zamiast na zawieszonym nad nią mostku. Widocznie pierwsza sala edukacyjna dla niektórych to za mało.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 87 of 104 1024x721 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Każda kolejna sala jest inna i, moim zdaniem, coraz lepsza. My przynajmniej z każdą się coraz bardziej rozkręcaliśmy.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 88 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Moja ulubiona to sala z kopiami rzeczywistych dzieł sztuki, wychodzącymi poza swoje ramy, zapraszającymi odwiedzających do stania się częścią obrazu.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 93 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Ale w świecie bajek i baśni też się bardzo dobrze bawiliśmy.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 89 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 96 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Tak naprawdę to dorośli (była ich przeważająca większość) bawili się znacznie lepiej niż dzieci. Dzieciakom nie chciało się odpowiednio ustawiać i dość szybko się nudziły. W ostatnich salach już zaczęły mnie mocno denerwować, bo biegały w samopas, właziły w kadr a dorośli, zajęci pozowaniem, zupełnie nie reagowali.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 94 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 97 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Możliwości zrobienia fajnego zdjęcia dziesiątki. Szkoda tylko, że ludzi też dziesiątki i czasem nie można się było doczekać, żeby zdjęcie wykonać tak jak trzeba. 

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 91 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

W muzeum naszła mnie refleksja, dlaczego Azjaci w większości nie czekają grzecznie w kolejkach tak jak reszta świata. Europejczycy, owszem, wchodzą czasem w kadr, jednak głównie wtedy, kiedy nie zauważą, że ktoś robi akurat zdjęcie. Jak się zreflektują natychmiast przepraszają i usuwają się na bok. Rozglądają się też najpierw, czy ktoś już wcześniej nie czeka na wolne stanowisko, czekają na swoją kolejkę i ustawiają się dopiero po upewnieniu się, że poprzednicy skończyli. Wszystko grzecznie, z uśmiechem i na luzie. 

Azjaci, natomiast, czyhają ze wszystkich możliwych stron, żeby jako pierwsi dobiec do stanowiska sekundę po tym jak zostanie zwolnione. Doskonale widzą, że inni ludzie czekają, jednak mało sobie z tego robią. Muszą być tam pierwsi! Momentami wyglądało to jak jakieś absurdalne azjatyckie wyścigi.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 92 of 104 1024x683 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Tak samo jest w samolotach. Ledwo koła dotkną do płyty, jeszcze maszyna się nie zatrzymała, sygnał ‘zapiąć pasy’ ciągle wyłączony, a oni już ubrani, spakowani pchają się do wyjścia, jakby wierzyli, że otworzą dla nich drzwi zanim podjadą schody. Widzieliśmy takich, którzy w tej wąskiej alejce, ciągle przy zamkniętych drzwiach się wyprzedzali, żeby wysiąść jako pierwsi. Nie ważne, że potem i tak wszyscy czekają przy tej samej taśmie na odbiór bagażu… 

Nigdy nie zrozumiem też fenomenu samolotowych ubikacji. Ledwo kapitan po starcie wyłączy sygnał ‘zapiąć pasy’ już biegną ustawić się w kolejce do wszystkich toalet. Przeciętny człowiek patrzy, czy światełko świeci się na zielono i zwykle dopiero wtedy wstaje. Oni wstają wszyscy na hura, ustawiają się w długich rzędach i tak stoją bez sensu godzinę.

Wpychają się do każdej kolejki: w sklepie, do kontroli paszportowej, do autobusu. 

Może to syndrom przeludnionych krajów: jest ich dużo, muszą walczyć o swoje, bo przegapią, nie wystarczy dla nich, nie zdążą. Może rzeczywiście tak ich wychowują.

Najbardziej szkoda zdjęć, których nie będzie, ponieważ po piętnastym Chińczyku, dwunastym Hindusie i dziewiątym Malaju, którzy wepchnęli się przed nas do kolejki, dawaliśmy sobie spokój. Szczególnie, że chodzili całymi nastoosobowymi rodzinami i każdy musiał mieć dokładnie takie samo zdjęcie w kilku pozycjach: ze znakiem V prawą ręką, lewą, obiema rękoma, z jednym kciukiem w górę, z dwoma i (to nowo zaobserwowana moda) koniecznie tyłem.

Na szczęście kilka fajnych zdjęć zrobić się nam jednak udało.

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 98 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 99 of 104 683x1024 - Langkawi

Muzeum Sztuki 3D

 

Nie udało się nam natomiast trafić na pokaz multimedialny, który odbywa się w tym muzeum. Zorientowaliśmy się, że był dopiero po wyjściu. Słyszeliśmy komunikaty (odbywa się chyba co godzinę) jednak zwiedzając nie zauważyliśmy po drodze żadnej sali. Lepiej więc dobrze się rozglądać albo zapytać kogoś z obsługi. Sądząc po pozostałych atrakcjach zapewne warto. 

Po Muzeum chcemy coś zjeść. Zaraz obok jest Bistro. Patrzymy, co ludzie mają na talerzach i rezygnujemy. Wszystko wygląda tłusto, fastfoodowo i niesmacznie. 

Przypominamy sobie, że przy wejściu do wioski była restauracja. Sprawdzamy ich menu. Mega drogo w dodatku nic ciekawego. Od biedy decydujemy się jednak zostać na pizzy. Planujemy kupić 2 x Lassi po 12 Ryngitów, kawę mrożoną za 15 Ryngitów i dużą pizzę za 49 Ryngitów.

Czekając na kelnera zauważamy jednak Kebab po drugiej stronie promenady. Kelner do nas nie podchodzi, więc uciekamy. Dochodząc do Kebabu, który wygląda na trochę fą fą (obrusy, kieliszki na stołach itp.) zauważamy FoodCourt po lewej, na tyłach Subway’a

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 101 of 104 1024x683 - Langkawi

Food court

 

Bez wahania kierujemy się w tamtą stronę, siadamy i nie wierzymy własnym oczom. Kawa mrożona 2 Ryngity, herbata mrożona 2 Ryngity, smoothie ze świeżych owoców 7 Ryngitów, sałatka ze świeżych warzyw 5 Ryngitów. Wszystko przepyszne. Nie możemy się nacieszyć, że nie skusiliśmy się na bistro i zwialiśmy z restauracji!

 

Malzezja Langkawi FanTOUR 103 of 104 1024x768 - Langkawi

Food court

 

Posileni idziemy do Planetarium, które z planetarium ma niewiele wspólnego. Całe show trwa 10 minut i jest to bardzo kiepskiej jakości prehistoryczna animacja jazdy na Roller Coasterze. Raczej beznadziejna, ale występuje chyba w każdym COMBO, więc można się od biedy przejść. W przypadku niedoboru czasu lepiej odpuścić. 

Ostatnia atrakcja w pakiecie to Kino 6D. Show trwa 7 minut i ponownie jest to jazda na Roller Coasterze, przy czym tym razem bardzo dobrej jakości. Są efekty 3D, przeszkody, które wywołują u mnie odruchowe wrzaski, siodełkami rzuca na wszystkie strony z taką siłą, że trzymam się bardzo kurczowo rękoma poręczy, nogami siedzenia. Przejeżdżając przez mokry krajobraz z poręczy tryska woda, w twarz dmucha wiatr. Mi się podobało, Seb wyszedł zawiedzony. Tylko na niego nic nie pryskało i nie wiało, więc albo miał zepsuty fotel, albo sam sobie cos zatkał rękoma. 

Wyczerpawszy wszystkie atrakcje, zamawiamy Graba i po 30stu minutach jesteśmy z powrotem w naszym miasteczku. 

Na zakończenie bardzo udanego dnia jemy kolację. Po powrocie do homestay jeszcze chwilę siedzimy na ganku z komputerem. Co chwilę przybywają pielgrzymki w poszukiwaniu pokoju. Nie ma wolnych miejsc. Jeszcze raz cieszymy się, że nam się udało tu zadekować. 

Idziemy spać. Jutro w planie pokuta. Trzeba odpracować dzisiejsze swawole.

 

 

Malezja, Langkawi

31 stycznia 2018

 

Zgodnie z wczorajszymi postanowieniami dziś tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Ruszamy się jedynie na jedzenie do lokalnego warunga za rogiem. Takie sobie. Strona www idzie jak krew z nosa. No i po co było tyle podróżować? Tyle zdjęć robić? Tyle miejsc zwiedzać? Trzeba jakąś strategię opracować, bo w przeciwnym razie nie uruchomimy jej przez kolejny rok.

Pakujemy się i wcześnie kładziemy do łóżka. Jutro pobudka o 5 rano. Wylatujemy na Penang.

Malezja, Langkawi – Penang, George Town

1 lutego 2018

 

Budzimy się zgodnie z planem, zamawiamy Graba, a na lotnisku ZONG: nie mam swojej torebki z paszportem, kartami i kasą. No to chyba nie polecimy. Wracamy do homestay, gdzie zguba leży sobie beztrosko na stoliku na środku dziedzińca. Dobrze, że jest tak wcześnie i nikt nie zdołał się nią zainteresować. Znowu Grab i znowu lotnisko. Niestety, nie zdążymy już na nasz samolot. Całe szczęście samoloty na Penang latają praktycznie co godzinę, więc jedynie trochę kasy przepadło. Cóż to jest w obliczu utraty paszportu. Brrr, aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl o takim finale. 

Samolot z Langkawi na Penang leci całe 45 minut. Mały jecik wzbija się szybciutko i równie szybciutko ląduje. To był bardzo miły lot.

 

Polecane książki

Zostaw odpowiedź: