Ostatnie wpisy
+48 605 24 24 20
fantour@fantour.eu
+48 605 24 24 20
Top
FanTOUR / Nasze Podróże  / Malezja  / Cameron Highlands
Malezja Cameron Highlands blog plantacja herbaty

Cameron Highlands

Kuala Lumpur – Cameron Highlands

02 marca 2011

Dziś jedziemy do Cameron Highlands. Wstajemy o 6.00, pakowanie i chwila na Skype – nie wiemy jak będzie dalej z dostępem do Internetu. Seba zauważa, że na naszych autobusowych biletach wypisana jest godzina odjazdu: 8.30, a nie jak umawialiśmy się wczoraj 10.00. Nieco zaniepokojeni pokonujemy znaną nam już trasę na tymczasowy dworzec. Idziemy do tej samej budki i pytamy o autobus o 10.00.

Pani patrzy na bilety i z miną ‘Kretyni, macie bilety na 8.30’ mówi, że autobusu o 10.00 nie ma. Mówię jej, że sama mi wczoraj powiedziała (chociaż nie wiem, czy to była ona czy ktoś inny – ciągle nie potrafię odróżnić Azjatów), że mamy być na 10.00! Na co ona kiwając z politowaniem głową z miną pt. ‘Ci biali to chyba rzeczywiście debile’ woła inną panią, która prowadzi nas do jakiegoś autobusu, każe wsiadać, autobus zaraz odjeżdża, jest 9.20….Do dziś pojęcia nie mam o co chodziło – ale radzę sprawdzać co jest napisane na bilecie. Werbalna komunikacja bywa zawodna.

Autokar, chociaż z zewnątrz normalnej wielkości, ma w środku tylko 8 rzędów siedzeń w kombinacji 2 i 1. Dlatego fotele są tam ogromnie szerokie, rozkładane, wygodne, z dużą przestrzenią na nogi.

Na początku jedziemy 2h autostradą, gdzie towarzyszy nam raczej monotonny krajobraz lasów palmowych.  Interesująco zaczyna się robić po zjeździe z autostrady w wąską jedno-pasmówkę. Najpierw oglądamy małe miasteczka – zabarwione tym wytęsknionym azjatyckim smakiem, którego zabrakło nam w KL. Potem jeszcze prostsze wioseczki drewnianych chatek na palach. Aż w końcu wjeżdżamy w góry, gdzie droga wije się jak serpentyna omijając liczne przepaści. Zakręty są czasem tak ostre, że nasz kierowca musi się zatrzymywać i przepuszczać samochody jadące z naprzeciwka – inaczej autobus by się nie zmieścił.

Roślinność jest tu niesamowita – zbocza porastają ogromne paprocie, palmy, przeróżne liściaste drzewa we wszystkich odcieniach zieleni, niektóre złamane żółcią, pomarańczą, czerwienią kwiatów. To chyba przedsmak tego co zobaczymy w dżungli – już nie mogę się doczekać! Widoki z okna przepiękne. Soczystą zieleń przecinają przydrożne stragany zbudowane z bambusa i liści bananowca na których sprzedawane są głównie duże zielone strąki czegoś co wygląda jak przerośnięty bób. Mijamy przepiękny wodospad – szkoda, że nie możemy zatrzymać się na zdjęcie. Wspinamy się coraz wyżej pod górę. Lokalni mieszkańcy sprzedający towary na przydrożnych straganach są o wiele ciemniejsi niż Malajowie z KL – później dowiadujemy się, że to lokalni Aborygeni. Radośnie machają do naszego autobusu. Na straganach zmienia się asortyment: strąki zastępują butelki z cieczą w różnych odcieniach brązu i czegoś czego nie mogę zidentyfikować: brązowa podstawa z czuprynką – wygląda to trochę jak jakiś grzyb.

Malezja Cameron Highlands aborygeni sklep 300x169 - Cameron Highlands

Stragany górskich Aborygenów

Droga coraz bardziej kręta. Kierowca zwolnił chyba do 10 km/h –  i bardzo dobrze – o wypadek tu pewnie nietrudno a przepaści głębokie i niezabezpieczone. W końcu pojawiają się wzgórza porośnięte herbatą – na prawdę niesamowity widok!

Nasz autokar pnie się coraz bardziej w górę a zakręty robią się coraz większe i częstsze.

Welcome to CAMERON HIGHLANDS – czyli na herbacianej wyżynie Cameron – położonej na wysokości między 1300 m a 1829 m. Ten górski rejon turystyczny był popularny już w czasach kolonialnych. Temperatura jest tu znacznie chłodniejsza niż w pozostałej części kraju, więc znakomicie nadaje się jako azyl i wytchnienie od upalnego i wilgotnego powietrza. Średnio w dzień jest tu jedynie 21 stopni w nocy temperatura spada nawet o 10!!!

Teren został nazwany imieniem brytyjskiego geodety, Williama Camerona,  który w 1885 zmapował wyżyny. W 1931 zakończono budować drogę przez dżunglę do odkrytych wyżyn i do tej pory jest to najwyższe miejsce w Malezji, do którego można dojechać samochodem.

Dojeżdżamy do TANAH RATA, czyli kilkudziesięciu budynków i hoteli skupionych wokół górskiej drogi.

Malezja Cameroh Highlands 300x169 - Cameron Highlands

Centrum Tanah Rata

Uroku to miasteczko nie ma za grosz. Naganiacz zawozi nas do Hill View Inn Hotel – rodzinnego pensjonatu 3 min spacerem od dworca a raczej miejsca gdzie podwiózł nas autobus i głównego ciągu sklepów i restauracji. Domek jest uroczy. W ogrodzie stoliki, zadbane kwiatki i krzaczki. W środku na każdym piętrze coś w rodzaju salonu z kanapami i TV.

Malezja Cameron Highlands View Inn pokoj 300x225 - Cameron Highlands

Lobby hotelu Hill View Inn

 

Malezja Cameron Highlands View Inn ogrod 300x169 - Cameron Highlands

Ogród hotelu Hill View Inn

Właściciel pokazuje nam różne pokoje – wybieramy narożny i najsympatyczniejszy ze wszystkich, z dwoma balkonami – za 99 Ryngitów. Seb trochę marudzi, że znowu drogo – ale w Tanah Rata ponoć nie ma tanich miejsc. Widzieliśmy parę backpackerskich hosteli w centrum ale ja jednak wolę nasz Hill View.

Malezja Cameron Highlands View Inn 300x169 - Cameron Highlands

Widok na hotel Hill View Inn

To centrum jest strasznie duszne i mało klimatyczne – wszystko skiszone w dwóch rzędach budynków z restauracjami, bankami, sklepami, hotelami i mieszkaniami w jednym – na dodatek przy głównej, jedynej drodze przez góry. W naszym hotelu w ogromnej księdze meldunkowej wpisują się goście. Trzeba wpisać zawód (!?) i wiek. Seb szybko obliczył, że średnia wieku gości to jakieś 45 lat – he, he – a najpopularniejsze zawody: pielęgniarka i elektryk – turyści głównie z Niemiec i Niderlandów. Byliśmy pierwszymi (przynajmniej na tej stronie) Polakami.

Właściciel zapytał, czy Polska jest ciągle komunistycznym krajem. W sumie miło, że w ogóle kojarzy kraj ale doedukowaliśmy go trochę o sytuacji polityczno-ekonomicznej. Na przeciwko hotelu stoi niedokończona budowla – a właściwie szkielet czegoś co miało być hotelowcem lub centrum handlowym. Porośnięta jest już trawą więc pewnie stoi już tak dość długo – naprawdę szkoda. Gdyby nie ta maszkara hotel Hill View miałby idealny widok: zieleń i góry na horyzoncie. W okropnej budowli mieszkają sobie 4 beztroskie psy – mają chyba największą budę na świecie.

Malezja Cameroh Highlands budowa 300x161 - Cameron Highlands

Niedokończona budowa przed hotelem Hill View Inn

Po spacerze i obiedzie w mieście (w tym lodach w panierce!) wracamy do pokoju. Zaplanowana na dziś misja została wykonana: w recepcji za 88 Ryngintów za osobę wykupiliśmy całodniową wycieczkę na jutro po okolicy; w agencji przy głównej ulicy za 45 Ryngitów /os wykupiliśmy bilet na bus do Gua Mussang na pojutrze. Przy okazji ustalamy, że nie zdążymy na prawdziwy Jungle TrainDo Gua Mussang jedzie się 2-2,5h, autentyczny Jungle Train odchodzi o 9.15 rano. Najwcześniejszy autobus z Tanah Rata jest o 7.30. Trudno – pojedziemy ekspresem –  przynajmniej zobaczymy widoki i przejedziemy przez dżunglę.

Trochę nam szkoda tego słynnego folkloru, kur i zwierząt jako współpasażerów, lokalnych sprzedawców jaj i pociągu jadącego 20km na godzinę ale skoro się nie da do się nie da :-(W końcu czas na małe lenistwo. Po pierwsze musimy wreszcie odespać zmianę czasu i zbyt krótki odpoczynek po intensywnym zwiedzaniu. Po drugie, w Tanah Rata praktycznie nie ma co robić. No i jeszcze jedno, zrobiło się na prawdę chłodno. W dzień pogoda przypominała gorące lato w Polsce – wilgotność powietrza i zaduch gdzieś zniknęły. Ale wieczór już tylko chłodził i chłodził. Siedząc na balkonie musiałam ubrać polar, legginsy i ciepłe skarpety. A po 20.00 już tak podmarzłam, że musiałam schować się do pokoju pod kocyk i kołderkę. Za to spało się bosko!

Cameron Highlands

03 marca 2011

Najpierw kawa w ogrodzie (2 Ringity za kubek). Punktualnie podjeżdża busik z kierowcą i zabiera nas, 2 Holenderki i starszego Niemca na wycieczkę po okolicy.

Zaczynamy od FARMY MOTYLI –  dość dziwaczne miejsce. Sklecone z byle czego – jakby na prędce. Właściciele zupełnie nie zadbali o estetykę. Motyle ładne, ale mało i jakieś nieruchawe. Oprócz motyli egzotyczne rośliny, skorpiony, patyczaki, kameleony, jaszczurki, żółwie, żaby… Wstęp 5 Ryngitów – dobrze, że tylko tyle, bo do super atrakcji to miejsce z pewnością nie należy.

Malezja Cameroh Highlands ogrod motyli 300x198 - Cameron Highlands

Farma motyli

 

Malezja Cameroh Highlands ogrod motyli 2 300x169 - Cameron Highlands

Farma motyli

 

Malezja Cameroh Highlands ogrod motyli 1 300x169 - Cameron Highlands

Farma motyli

 

Malezja Cameroh Highlands butterfly garden 300x169 - Cameron Highlands

Farma motyli

Schodzimy kawałek piechotą do szlaku kładek przez MOSSY FOREST – czyli malowniczy las obrośnięty mchem. Rosną w nim mięsożerne egzotyczne rosiczki, dzikie orchidee, drzewa herbaciane i rododendrony. Widzimy też drzewo cynamonowe – przewodnik zrywa i gniecie dla nas listki – rzeczywiście pachnie cynamonem, ale, jak tłumaczy, znajome nam cynamonowe rurki wyrabia się z pnia a nie z liści. Na końcu kładki schodzimy z Sebą kawałek w las. Jest bardzo wilgotno, ślisko i błotniście – ale pięknie.

Malezja Cameroh Highlands Mossy Forest 169x300 - Cameron Highlands

Mossy Forest. Las obrośnięty mchem

Wracamy tą samą kładką do busa i jedziemy do Fabryki Herbaty BOH.  Założył ją w 1929r, czyli jeszcze w czasach kolonialnych, Brytyjczyk J.A. Russell. Na Cameron Highlands są jeszcze dwie plantacje – malajskie. Widoki herbacianych pól po drodze są coraz bardziej powalające. Krzaczki herbaciane obrastają zbocza wzgórz w miarę równych rzędach, między którymi chodzą zbieracze z nożycami lub trochę bardziej zaawansowanymi ‘kosiarkami’ ścinając górne świeże listki herbaty – tylko takie nadają się do obróbki. Listki odrastają co 3 tygodnie więc zbieracze przenoszą się regularnie między wzgórzami. Te właśnie dojrzewające młodziutkie listki na wierzchu kontrastują swoim jaskrawo zielonym kolorem z połaciami ciemno zielonych już oberwanych krzaczków. Są też połacie w kolorze brązu – przewodnik tłumaczy, że co 3 lata trzeba obcinać krzaczki do gałęzi, żeby nie rosły za wysokie. Śmieje się, że wtedy robotników trzeba by było importować ze Skandynawii – Malajowie są niscy a najmłodsze listki rosną na czubku krzaczków.

Robotnicy zarabiają 20 centów za 1 kg zebranych liści. Mieszkają w chatkach na plantacji – widzimy kilka takich skupisk – za małe, żeby nazwać je wioskami.

Zrywamy trochę liści – w ogóle nie przypominają w zapachu herbaty a w smaku są gorzkie.

Malezja Cameroh Highlands plantacja herbaty 300x169 - Cameron Highlands

Plantacja herbaty

Zdjęcia wychodzą różne – słońce co chwilę zakrywają chmury i mgły. Czasem to kwestia sekund, żeby się udały.

Malezja Cameroh Highlands herbata plantacja 300x169 - Cameron Highlands

plantacja herbaty

Żeby zapewnić świeżość herbacianych produktów BOH posiada fabrykę obróbki zebranych liści, przy swoim głównym herbacianym ogrodzie.

Malesia Cameroh Highlands BOH factory 300x169 - Cameron Highlands

Fabryka herbaty BOH

Darmowy przewodnik oprowadza nas po halach opowiadając o kolejnych etapach produkcji. Najpierw widzimy maszynę rolującą z 1935 r. Maszyna potrząsa liśćmi i kruszy ich komórki, uwalniając soki do fermentacji. Następnie podfermentowane liście jadą taśmociągiem do suszarki, w której w temperaturze sięgającej prawie 100 stopni Celsjusza. Wysoka temperatura zatrzymuje fermentacje, redukuje zawartość wody do 3% i krystalizuje soki. Suszenie trwa około 20 min. Przewodnik opowiada, że w suszarce palą drewnem kauczukowym – najbardziej kalorycznym z lokalnych drzew i produkującym najmniej dymu. Z suszarki kolejnym taśmociągiem czarne liście, wyglądające już jak znana nam herbata, jadą do maszyn, które odsiewają listki od gałązek i włókien. Każda część herbaty ma swoje przeznaczenie, gęstość i smak. Z liści produkuje się droższą wersje herbaty. Gałązki są drobno mielone i trafiają do ekspresowych torebek. W tej fabryce produkowana jest jedynie czarna herbata. Wszystkie smakowe wersje wykonywane są poza fabryką.

Malezja Cameroh Highlands produkcja herbaty 300x169 - Cameron Highlands

Linia produkcyjna herbaty BOH

Z fabryki idziemy do kafejki dosłownie zawieszonej nad plantacją. Z tarasu rozciągają się nieziemskie widoki na plantacje i góry.

Malezja Cameroh Highlands herbata plantacja restauracja 300x187 - Cameron Highlands

Restauracja z widokiem na plantacje herbaty

Jemy kanapki i pijemy herbatkę. W sklepie z suwenirami kupujemy kilka pudełek liściastego produktu i tą samą krętą drogą jedziemy na Farmę Pszczół. Wąska i kręta droga między plantacjami jest co jakiś czas reperowana przez uśmiechniętych Malajów. Zasypują białymi kamykami poszarpane brzegi drogi i zalewają smołą grzaną w metalowych beczkach.

FARMA PSZCZÓŁ

To jest dopiero zaskoczenie! Jest to zwykła działka z rzędami skrzynek ustawionych na metrowych palach pełniących funkcję uli udekorowana ogromnymi tandetnymi plastikowymi pszczołami. Nie ma tam kompletnie nic do obejrzenia czy choćby sfotografowania. Ale po wyjściu już wiemy o co chodzi: sprzedaż! Jest sklep z różnymi odmianami świeżutkiego naturalnego miodu.

Malezja Cameroh Highlands pszczoły 300x225 - Cameron Highlands

Farma pszczół

Z farmy pszczół jedziemy na FARMĘ TRUSKAWEK. Po drodze mały incydent wyprzedzająca nas Malajka na skuterze przewraca się na zakręcie. Nasz kierowca zatrzymuje się i sprawdza, czy nic się jej nie stało, holuje jej motorek na pobocze. Kobieta jest trochę w szoku ale po ochłonięciu nawet wstaje o własnych siłach. Pojawia się pielęgniarka lub lekarz – zostawiamy więc panią pod dobrą opieką i odjeżdżamy.

Truskawki na farmie hodowane są w plastikowych workach z ziemią ułożonych na kilkupoziomowych metalowych stojakach do których doprowadzone są rureczki z wodą i nawozem. Truskawki pyszne ale całą farmę można zwiedzić w 3 minuty. Kupujemy kilka słoiczków dżemu truskawkowego lokalnej roboty – dla śmiechu raczej – nikt się nie spodziewa takiego prezentu z Azji 🙂

Malezja Cameroh Highlands farma truskawek 300x169 - Cameron Highlands

Farma truskawek

Dojeżdżamy do niby wioski aborygenów – plemiona Semai – a tak na prawdę do kramu dla turystów. Aborygeni jak najbardziej naturalni – ale opłaceni przez agencje turystyczne. Takich prawdziwych kramów jest bardzo dużo wzdłuż drogi – aborygeni schodzą tu z górskich osad i sprzedają wyprodukowane przez siebie towary. Ale ten konkretny jest skomercjalizowany. Mamy pokaz tańca – tańczący aborygen jest chyba mocno nawalony – widocznie źle znosi wygłupy przed turystami.

Strzelamy z lufy do misia przyczepionego do tarczy – to akurat jest fajna rzecz – nawet trafiam w tarczę, a Seb w samo serce misia :-). Niesamowite z jaką siłą leci strzałka napędzona jedynie siłą naszych wydmuchów. Ponoć aborygeni cały czas używają tej broni polując na ptaki i małpy.

Malezja Cameroh Highlands plemie 2 300x187 - Cameron Highlands

Pseudo wioska malezyjskich Aborygenów. Nauka strzelania do misia


Malezja Cameroh Highlands plemie 3 169x300 - Cameron Highlands

Było blisko…


Malezja Cameroh Highlands plemie 169x300 - Cameron Highlands

Strzelanie strzałkami z tykwy

Możemy też kupić naturalny miód, koraliki z wysuszonych nasion roślin wyglądających jak muszelki oraz Golden Chicken – czyli to brązowe coś z czuprynką, czego nie mogłam rozpoznać z autokaru. Jest to ponoć korzeń paproci, który jest wykorzystywany jako lekarstwo na wszystko, a czuprynka świetnie tamuje krew, więc jest stosowana do opatrunków. Na koniec inny, trzeźwy aborygen prowadzi nas do wodospadu.

Pstrykamy zdjęcia i wracamy do busika ponieważ zaczyna padać. W drodze powrotnej już leje jak z cebra. Droga momentami zamienia się w rwącą rzekę. Ze skał płyną wodospady, nanoszą na drogę gałęzie, liście, kamienie i błoto. Wycieraczki naszego busa ledwo dają radę. Kierowca mówi, że o tej porze roku pada praktycznie codziennie. Ponoć marzec i listopad to miesiące o największej ilości opadów. Na szczęście gdy dojeżdżamy do Tanah Rata deszcz ustaje i możemy wyjść na kolacje na miasto. Po kolacji idziemy spać – jutro znowu wczesna pobudka i pakowanie

Polecane książki

Przepraszamy, ale obecnie brak jest możliwości komentowania.